BDO Podatki i Rachunkowość nr 1 (15) Styczeń 2009
A A A
(ONI) grają w kulki(Autor: Marek Rogalski, Źródło: First International Traders Dom Maklerski S.A.)
Pamiętają Państwo historię funduszu George'a Sorosa, który pokonał Bank Anglii w 1992 r. zmuszając Wielką Brytanię do wyjścia z systemu ERM-II i zarabiając na tym krocie? W Polsce wprawdzie jeszcze oficjalnie nie zidentyfikowano winowajcy wyraźnych grudniowych spadków złotego i dziwnych ruchów na warszawskiej giełdzie, ale podejrzenia padają na jedną, dość dużą amerykańską instytucję finansową. Czy można zatem uznać, że polski rynek wciąż jest niezależny i w pełni poddany prawom rynku? Czy też kolejne miesiące przyniosą dalszą erozję jego wiarygodności? Miejmy nadzieję, że jednak nie. Cena, jaką płacimy za ostatnie wydarzenia, zaczyna być jednak coraz wyższa...
W grudniu ub.r. większość inwestorów i analityków rynku z niedowierzaniem patrzyła na swoisty rajd kursu euro do złotego, który w ciągu kilkunastu dni zbliżył się do poziomu 4,20 zł. To okolice nie notowane od maja 2005 r. Fundamenty przegrały z emocjami, a raczej potężną spekulacją prowadzoną na polskim rynku. Pierwsze informacje o problemach polskich firm z opcjami walutowymi pojawiły się już w listopadzie 2008 r. Dotyczyły błędnie przeprowadzonych strategii opcyjnych opartych o asymetryczny korytarz zerokosztowy. Najogólniej rzecz biorąc, spora część polskich przedsiębiorców zdecydowała się na spekulację, bez dokładnego przemyślenia stopnia ryzyka, z jakim się one wiążą. W efekcie zdecydowano się na wystawienie znacznie większych nominałów opcji call, niż wynoszą średnie przychody eksportowe przedsiębiorstwa. Związana z tym duża premia gotówkowa, która była na początku łakomym kąskiem, dość szybko przerodziła się w gigantyczne straty.
Nabywcy opcji, tutaj klienci banków (najczęściej zagraniczni) zaczęli przymierzać się do realizacji praw wynikających z tytułu posiadanych opcji call. Pozwalają one na zakup waluty po znacznie niższych cenach, niż rynkowe, co zmusza wystawców opcji do fizycznego odkupienia waluty na rynku. To z kolei sprawia, iż spekulanci zdający sobie sprawę z konieczności zawarcia większości tego typu transakcji przed końcem 2008 r., mogą dodatkowo wpływać na dalszy wzrost euro na rynku. Oczywiście, jako oficjalny powód osłabienia złotego można podać wciąż utrzymujące się negatywne nastroje wokół rynków wschodzących, spowodowane obawami dotyczącymi globalnej recesji. To prawda, ale to nie uzasadnia tak silnego tempa osłabienia polskiej waluty.
Podobnie ma się rzecz z eskalacją ryzyka politycznego, po tym jak prezydent Lech Kaczyński zawetował kluczową dla przyszłości systemu finansów publicznych ustawę o emeryturach pomostowych. Chociaż faktycznie jest to sygnał, iż dla procesu reform w Polsce włączony został hamulec. Dość szybkim wyjściem z tej sytuacji byłyby przedterminowe wybory parlamentarne, które jednak wprowadzałyby na rynki dodatkowy element ryzyka. Bo wcale nie ma pewności, że nowe rozdanie pozwoliłoby koalicji PO-PSL na odrzucanie prezydenckiego weta. A przede wszystkim trudno byłoby uzyskać zgodę prezydenta Lecha Kaczyńskiego na skrócenie kadencji obecnego parlamentu.
Swoista sytuacja politycznego pata pomiędzy ośrodkiem rządowym a prezydenckim może się zatem utrzymać, co będzie niekorzystnie wpływać na oceny Polski za granicą. Zwłaszcza, że listopadowe dane o produkcji przemysłowej, które pokazały jej spadek aż o 8,9 proc. r/r pokazują, że grozi nam znacznie mocniejsze od przewidywanego wcześniej, spowolnienie gospodarki. Niestety w pewnym sensie przyczynia się do tego także słabnący złoty. Bo polscy eksporterzy w większości przypadków zabezpieczyli swoje przychody przy mocniejszym złotym niż obecnie. Tym samym trudno wskazać tych, którzy z tytułu słabego złotego osiągają rzeczywiste korzyści, poza spekulantami.
Czy wspomniane na początku wydarzenia na polskim rynku finansowym w połączeniu z wymienionymi negatywnymi czynnikami mogą prowadzić do jeszcze większych problemów w przyszłości? Tak, gdyż pokazaliśmy zagranicznym funduszom, że dość łatwo jest rozgrywać na naszym rynku własną partię szachów. Wprawdzie w styczniu motyw rozliczenia opcji wygaśnie, ale za kilka miesięcy pojawi się kolejny pretekst. Będzie to wejście do systemu ERM-II bez dokonania wcześniejszych zmian w Konstytucji, co może okazać się największym błędem obecnej koalicji rządowej. Bo nie ma żadnej gwarancji, że w ciągu 2 kolejnych lat uda się dokonać niezbędnych zmian w ustawie zasadniczej. Marek Rogalski Autor jest Głównym Analitykiem First International Traders Dom Maklerski S.A. << powrót zobacz także artykuły |
|
|||||||||||||||||||||||